510 987 498 / 12 307 03 01

Trening a korekcja wad postawy

17 listopada 2016
Trening a korekcja wad postawy

„Jako trenerzy, mówiąc swoim podopiecznym o korekcjach postawy słyszymy: ale to nie jest mój cel. Pytanie: jakim kosztem chcesz osiągnąć swój cel? W jaki sposób chcesz przebiec maraton, jak po 2 miesiącach trzeba będzie cię zgłosić do lekarza?” – na blogu artykuł Ani Czubernat, trenerki personalnej z teamu All For Body dotyczący korekcji wad postawy!

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jesteśmy 35 letnią kobietą, pracującą w biurze, ostatnią aktywność fizyczną pamiętamy z liceum, ulubiony sposób spędzania czasu wolnego: kawa, koc i czekolada. Budzimy się pewnego dnia, zbieramy się do pracy i okazuje się, że spodnie delikatnie się skurczyły. W sumie spoko, ale to już ostatnia para. Decyzja: „Biorę się za siebie!”. Następnego dnia wstajemy godzinę przed czasem ubieramy dres i idziemy biegać. Z racji, że jesteśmy wytrwali i zmotywowani, biegamy tydzień, dwa. Coraz więcej, coraz dalej. Kilogramy lecą w dół, wciskamy się w stare spódnice, jest świetnie, w sumie bieganie okazuje się całkiem przyjemne. To co, może pierwsze 10km? Zaczynamy biegać więcej i więcej. Trochę pobolewa nas kolano, w pracy ciężej wysiedzieć, bo odzywają się plecy. Z czasem delikatne pobolewanie przeradza się w uporczywy problem. Pierwsze 5 km i zaczyna boleć biodro. O co chodzi? Przecież biegam, prowadzę zdrowy tryb życia, rozciągam się po bieganiu, nie mogę odpuszczać treningu. Mijają 3 miesiące i lądujemy u fizjoterapeuty lub lekarza, bo ból uniemożliwia codzienne funkcjonowanie.

Pytanie: co poszło nie tak? Odpowiedni trening, zmiana stylu życia, zwiększenie aktywności i zamiast upragnionej formy jesteśmy zmuszeni uczęszczać na rehabilitację.

Odpowiedź brzmi: postawa. Nasza bohaterka spędzała codziennie 8 godzin przy biurku. W jednej pozycji (przyjmując optymistyczne założenie, że utrzymywała proste plecy):

b

Problemem jest to, że nasza bohaterka nie skonsultowała z nikim tego czy bieganie jest dla niej odpowiednie. Przez lata pracy nabawiła się tzw. zespołu skrzyżowania dolnego. Przykurczone od siedzącej pracy mięśnie spowodowały przodopochylenie miednicy i pogłębienie lordozy lędźwiowej. Nadmiernie napięte mięśnie – zginacze biodra ograniczyły jej zakres ruchu w stawie biodrowym i bieganie w dłuższej perspektywie pogłębiło problem, powodując ból.

a

W tym kontekście należałoby wyjaśnić dwa pojęcia: mobilność – jako zakres ruchu w stawach wywoływany bez pomocy z zewnątrz oraz stabilność – utrzymywanie właściwego napięcia mięśni tak by zabezpieczyć struktury, gdzie ruch nie jest pożądany. Naszej bohaterce zabrakło tak naprawdę dwóch rzeczy: odpowiedniej mobilności w stawie biodrowym i stabilizacji odcinka lędźwiowego kręgosłupa, co przeniosło się na dalsze problemy. Gdyby wcześniej  zgłosiła się do specjalisty, prawdopodobnie zapobiegłaby problemom i po 3 miesiącach biegłaby swoje pierwsze zawody.

Jako trenerzy, mówiąc swoim podopiecznym o korekcjach postawy słyszymy: „ale to nie jest mój cel”. Pytanie: jakim kosztem chcesz osiągnąć swój cel? W jaki sposób chcesz przebiec maraton jak po 2 miesiącach trzeba będzie cię zgłosić do lekarza? Spokojnie, rzeczywistość nie musi być taka straszna. Wiadome jest, że im wcześniej zdiagnozujemy nieprawidłowość, tym prędzej ją zniwelujemy. Nie zawsze korekcja oznacza godzinę ćwiczeń geriatrycznych – czasem wystarczy każdy trening poprzedzić dziesięciominutową pracą nad rozluźnieniem odpowiednich struktur i pilnowaniem właściwego napięcia poszczególnych mięśni w trakcie trwania treningu.

Kluczem jest odpowiednia diagnoza i wyłapanie zaburzeń w podstawowych wzorcach ruchowych, takich jak przysiad czy chód. Dobry trener powinien umieć dostrzec te rzeczy, tak by jak najwcześniej zacząc nad nimi pracować, inaczej problemy będą się tylko pogłębiać. I nie dotyczy to tylko naszej bohaterki. Przykłady można mnożyć: trening barków bez odpowiedniego zakresu ruchu w stawach barkowych, zajęcia fitness z pogłębioną lordozą lędźwiową, przysiad ze sztangą bez wystarczającego zakresu ruchu w stawach skokowych, gra w tenisa bez mocnego core, jazda na nartach z koślawymi kolanami. Wszystko to ogromnie zwiększa nasze szanse na przeciążenia i kontuzje, które prędzej czy później się pojawią.

Trzeba zaznaczyć, że to nie ból powinien nas kierować do trenera czy fizjoterapeuty. Ból często oznacza, że problem jest już dość duży, co z reguły wyłącza nas z treningów. Ważna jest prewencja, często wystarczy poświęcić godzinę na konsultację ze specjalistą by określić, co należy poprawić i stworzyć plan, który wdrożymy do naszych działań.

Działanie może być niepozorne, natomiast korzyści – ogromne 😉


AniaCzubernat

Autor: Anna Czubernat
Trener Personalny, Specjalista ds. Odżywiania